Przez Lwów do zawodu lekarza w Polsce

Przez Lwów do zawodu lekarza w Polsce

Już niedługo w polskich przychodniach i szpitalach zaroi się od absolwentów ukraińskich uczelni medycznych. Coraz większą popularnością wśród Polaków cieszą się studia na uniwersytetach we Lwowie i Kijowie, gdzie uczy się już kilkuset studentów z naszego kraju.

– I to nie tylko z sąsiadujących z Ukrainą województw, ale i z całej Polski. Akademik nr 8 jest zamieszkany tylko przez Polaków. Mieszkałam z koleżanką ze Szczecina, moi koledzy pochodzą z Olesna, Katowic, Rybnika, Wrocławia. Ale nie brakuje też Bułgarów, Arabów, a nawet Chińczyków – przekonuje Ola, sosnowiczanka, która rozpoczęła właśnie trzeci rok stomatologii na lwowskiej uczelni. Za nią już pierwsze zajęcia, bo rok akademicki na Ukrainie rozpoczyna się 1 września.

Oprócz stomatologii młodzi Polacy wybierają chętnie wydział lekarski, gdzie studiuje ok. 50 przyszłych lekarzy. O dostaniu się na studia decyduje przede wszystkim rozmowa kwalifikacyjna. Trzeba też zrobić kilka zadań z chemii o umiarkowanym stopniu trudności. Egzamin odbywa się przed kilkuosobową komisją.

– Bardzo szybko mnie przepytywali. Ja byłam 7 minut. Chemia po polsku i nawet nie bawcie się po angielsku, bo nie trzeba. Ja umiałam po angielsku, ale kazali po polsku – pisze jedna z internautek. Właśnie internet jest głównym źródłem informacji i wymiany poglądów na temat studiów na Ukrainie. Poświęcono im tysiące postów, co świadczy o ogromnym zainteresowaniu młodych Polaków nauką we Lwowie.

Studia w Narodowym Uniwersytecie Medycznym we Lwowie uchodzą za łatwiejsze niż w Polsce.

– Nic bardziej mylnego. Na stomatologii każde zajęcia trzeba zdać. Na medycynie obowiązuje tzw. system boloński, a więc każde zajęcia kończą się testem – wyjaśnia jedna ze studentek. – Ja ciągle się uczę i uczę.

Wielu Polaków wybiera Lwów lub Kijów po niepowodzeniach na polskich uczelniach medycznych, które są oblegane. Tylko w tym roku o jedno miejsce na stomatologii w Śląskim Uniwersytecie Medycznym biło się 19 kandydatów, a na lekarskim 9.

– Zdecydowałem się na studia we Lwowie ponieważ zabrakło mi punktów na polskie uczelnie, a składałem dokumenty do Szczecina, Wrocławia, Białegostoku i Łodzi. Szkoda tracić cały rok na kolejne przygotowania do matury, gdy nie mam gwarancji dostania się na wymarzony kierunek. Ponadto czekałby mnie dodatkowy stres – wyznaje Sebastian, który studiuje we Lwowie medycynę.

Ukraińskie uczelnie przyjmują obcokrajowców z otwartymi rękami, bo studenci – obcokrajowcy to dodatkowy zarobek. Nie ma się czemu dziwić, gdyż polskie uczelnie też walczą o studentów z zagranicy. Np. w Katowicach medycynę studiuje ok. 400 obcokrajowców, w tym większość z USA. Im też bardziej opłacają się studia w Polsce, za które płacą ok. 30 – 40 tysięcy złotych rocznie. W Stanach płaciliby co najmniej cztery razy tyle. Tymczasem zaoczne studia medyczne kosztują rodzimych studentów ok.20 tys. złotych za rok.

– Zdecydowałam się na studia w języku rosyjskim. Za rok nauki płacę 2400 dolarów. Przy przyjęciu podpisałam umowę, zgodnie z którą cena się nie zmieni do końca mojej edukacji. Najdrożej, bo prawie 4 tys. dolarów płaci się za studiowanie w języku angielskim. Do wyboru są jeszcze wykłady w języku ukraińskim – wyjaśnia Ola.

Za akademik trzeba rocznie płacić ok. 300 dolarów. Do tego dochodzą jeszcze koszty utrzymania, niższe niż w Polsce.

– Granice są otwarte. Polscy studenci uczą się w renomowanych uczelniach zachodnich oraz nie odbiegających im pod względem poziomu nauczania uniwersytetach w Czechach, Słowacji i Ukrainie. Jeśli chodzi o medycynę, to szczególnie nauki podstawowe na Ukrainie stoją na niezwykle wysokim poziomie – twierdzi prof. Marian Zembala, dyrektor Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu.

Sebastian nie ma wątpliwości, że Lwów to strzał w 10. Zwłaszcza jeśli chodzi o szlifowanie języka.

– Jako wykładowy wybrałem angielski. Znam go bardzo dobrze, a ukończenie studiów w tym języku daje mi wspaniałe możliwości zawodowe w krajach anglojęzycznych – twierdzi.

Teoretycznie po studiach na Ukrainie nie powinno być problemów z uznaniem dyplomu w Polsce. Zgodnie z przepisami polska uczelnia ma na to trzy miesiące. Jednak nostryfikacja może okazać się drogą przez mękę, gdy polscy nauczyciele akademiccy uznają, że kandydat na lekarza musi jeszcze zaliczyć określone zajęcia dydaktyczne oraz zdać wybrane egzaminy, za które trzeba płacić. Opłata ta nie może być jednak wyższa niż 4 tysiące złotych.

Czytaj więcej: Dziennik Zachodni